Lot Gagarina

Lot Gagarina

12 kwietnia 2011 roku przypadała pięćdziesiąta rocznica pierwszego lotu człowieka w kosmos. Jak wszyscy doskonale wiemy, lot ten odbył Rosjanin Jurij Gagarin - pilot oblatywacz, który w kilka chwil, a raczej 108 minut przeszedł do historii. Czy wiemy jednak jak wyglądał ten lot? Czy wszystko szło zgodnie planem?

 

Oficjalna plakietka lotu statku Wostok

 

     Wszystkich sekretów lotu pewnie nie poznamy, nie wszyscy chcą lub mogą je wyjawić, a i nie wszyscy znający sekrety jeszcze żyją. Jednak przez ostatnie pięćdziesiąt lat co nieco wyszło na jaw. Związek Radziecki, jak każde państwo totalitarne, przywiązywał wielką wagę do propagandy. Reżim nie mógł pozwolić sobie na żadną wpadkę. Dlatego całe przygotowania do lotu trzymano w ścisłej tajemnicy, podobnie jak radziecki program kosmiczny. Już samo wystrzelenie Sputnika - pierwszego sztucznego satelity w 1957 roku dla międzynarodowej opinii publicznej było szokiem - informację o udanym wystrzeleniu obiektu podano dopiero po fakcie. Lot pierwszej żywej istoty - psa Łajki również ujawniono po wykonaniu misji, to jest po tym jak psina zdechła na pokładzie Sputnika 2 - od początku nie planowano szczęśliwego lądowania. O tym, że pierwszym człowiekiem w kosmosie będzie Rosjanin, świat dowiedział się zaledwie 2 dni przed lotem. A i tak informacje były szczątkowe. Takie postępowanie rodzi spore podejrzenia i teorie spiskowe. Warto wspomnieć, że do dziś nie wszyscy wierzą, że to Gagarin był pierwszy - niektórzy twierdzą, że przed nim podróż na orbitę odbyło przynajmniej dwóch ludzi, którym nie było dane przeżyć lądowania.

 

     Wróćmy jednak do informacji potwierdzonych. Choć pierwszy załogowy lot w kosmos miał odbyć jeden człowiek, ZSRR przygotowywał dwóch kosmonautów - Gagarina i Giermana Titowa. Titow był rezerwowym, jednak wydaje się, że spodziewano się problemów z Gagrinem, gdyż 12 kwietnia obaj kosmonauci zostali zbadani, ubrani w skafander i zabrani na Bajkonur. Trudno spodziewać się problemów z kosmonautą na kilka godzin przed startem, pilot oblatywacz (a właśnie taki był zawód Gagarina) raczej nie dostałby ataku paniki. Ale Rosjanom bardzo zależało na ogłoszeniu sukcesu, więc na wszelki wypadek do samego końca przygotowywano dwóch ludzi.

 

Gagarin i Titow podczas jazdy na Kosmodrom Bajkonur

 

     Wczesnym rankiem 12 kwietnia 1961 roku Gagarin i Titow zostali obudzeni, zjedli śniadanie, odbyli ostatnie badania lekarskie i ruszyli na kosmodrom. Po drodze musieli się zatrzymać, bo Jurijowi... zachciało się siusiu. Zrobił co trzeba na koła busa, którym jechali i podróż mogła być kontynuowana. Kiedy kosmonauta wszedł do wnętrza statku Wostok 1, okazało się że są pewne problemy z uszczelką. Właz statku nie był hermetyczny, co oznaczało pewną śmierć w kilka chwil po starcie. Dlatego start rakiety opóźniono o ponad godzinę. W tym czasie technicy robili co mogli, by naprawić usterkę. Gagarin zaś siedział w statku i spokojnie (jak twierdzą świadkowie) czekał na swój lot. Można tylko sobie wyobrazić co czuje człowiek, który za chwilę ma jako pierwszy wylecieć w kosmos w nieszczelnym pocisku na szczycie wielkiej rakiety. 

 

     Tuż przed godziną 6 rano zaraportowano gotowość do startu i 7 minut po szóstej Gagarin powiedział "Pajechali" i Wostok 1 wystartował. Chwilę później utracono kontakt radiowy ze statkiem. Na szczęście po 10 minutach lotu statek wszedł na orbitę i odzyskano kontrolę. Lot orbitalny był całkowicie sterowany z Ziemi, mimo to na pokładzie znajdowała się zalakowana koperta z kodami odblokowującymi dostęp do sterowania z pokładu. Przewidziano także pojawienie się innych problemów, gdyż na pokładzie Gagarin miał do dyspozycji żywność i zapasy wody na 10 dni. Nawet w wypadku całkowitej utraty sterowności, Wostok 1 miał w czasie tych 10 dni wejść w atmosferę, więc teoretycznie kosmonauta miał szanse na przeżycie. Ciekawe tylko gdzie by wylądował.

 

 

     Pierwszy lot człowieka w kosmos nie potrwał jednak 10 dni, trwał zgodnie z planem, czyli 108 minut. W tym czasie Gagarin okrążył raz Ziemię. Lądowanie było dla niego ciężkim przeżyciem, kapsuła zaczęła się obracać wokół własnej osi, przez co dochodziło do przeciążeń wielkości 8 G. Dodatkowo poszycie gwarantujące bezpieczeństwo nie było doskonałe i kosmonauta omal się nie ugotował żywcem. Jak ujawniono wiele lat później, Jurij Gagarin na chwilę stracił zdolność widzenia w kolorach, ale mimo tych problemów pozostał przytomny. Musiał, ponieważ od samego początku nie planowano aby pozostał w kapsule do końca lotu. Około 7 kilometrów nad ziemią, otworzył kabinę i wyskoczył z niej na spadochronie. Jurij Gagarin wylądował na ziemi... wiele kilometrów od planowanego miejsca. Fakt użycia spadochronu przez wiele lat był utrzymywany w tajemnicy. Międzynarodowa Agencja Aeronautyczna mogłaby nie uznać lotu w kosmos, a także rekordu wyskokości, jeśli pilot nie był na pokładzie aż do zetknięcia się statku z ziemią. Dopiero po latach, gdy zmieniono kryteria Agencji, Rosjanie przyznali się do prawdy.

 

     Gagarin opadł swobodnie na ziemię i omal nie doprowadził pewnej staruszki do zawału. Była to miejscowa wieśniaczka, która wspólnie z wnuczką wybrała się do lasu. Przerażona kobieta dopiero po dłuższej chwili uwierzyła, że mężczyzna w pomarańczowym skafandrze i ze spadochronem właśnie wrócił z kosmosu, a teraz szuka telefonu, bo musi zadzwonić do Moskwy. No, przyznacie sami, że brzmi to dość oryginalnie.

 

Statek Wostok 1 w muzeum w Moskwie

 

     108 minut lotu uczyniło z Gagarina bohatera ZSRR. Zaczęły się wizyty w fabrykach, parady, odznaczenia. W każdym innym kraju ktoś taki nie musiałby się już martwić o swoją przyszłość, ale nie w Związku Radzieckim. Kosmonauta wkrótce wrócił do swojej zwykłej pracy i w 1968 roku zginął tragicznie podczas katastrofy oblatywanego samolotu.

Polecam:


Podwójni