Wygrać na loterii

Wygrać na loterii

Wygrać w Lotto... Kto by nie chciał, co? Wydaje się, że jeśli wygramy, to już zawsze będziemy bogaci, nie trzeba będzie się o nic martwić, pracować. Po prostu będzie bajecznie. Ci ludzie też tak myśleli, kiedy wygrali, wydawało im się, że złapali Pana Boga za nogi. Jak się później okazało, pieniądze rozeszły się niemal natychmiast, a szczęścia im nie przyniosły.

 

      Jako pierwszą przedstawiamy Callie Rogers - dziewczynę, do której szczęście uśmiechnęło się gdy miała zaledwie 16 lat. Wygrała wtedy prawie 2 miliony funtów. Co z nimi zrobiła? wydała na wakacje, dom, imprezy i powiększenie piersi. Po sześciu latach (i dwóch próbach samobójczych) Callie jest samotną matką dwójki dzieci. Pracuje jako pomoc domowa i spłaca długi, które się "zrobiły" podczas wydawania wygranej.

 

 

      Jednak wydawanie na przyjemności nie jest jedyną przyczyną roztrwonienia majątku. Janite Lee, Koreanka, która mieszka w USA wygrała pewnego dnia 18 milionów dolarów. Pięćdziesięcio dwulatka nie chciała w samotności cieszyć się swoim szczęściem. Dlatego kiedy tylko kupiła sobie dom i nieco podleczyła zdrowie, postanowiła wspomóc innych. Zaczęło się od milionowego datku na rzecz Uniwersytetu Waszyngtona, który w podzięce nazwał jej imieniem jedną z czytelni. Potem były datki dla Partii Demokratycznej (w podzięce zaproszono ją na kolację z Billem Clintonem). Nie zapomniała też o organizacjach koreańskich, działających w Stanach, szpitalach, przytułkach... Czasem sobie zagrała w kasynie i w ciągu roku nie tylko wydała całą wygraną, ale dodatkowo popadła w długi. W 2001 roku ogłosiła niewypłacalność.
      Zupełnie inaczej chciał postąpić Ken Proxmire, pewien mechanik z Michigan. Kiedy wygrał milion, postanowił przeprowadzić się do Kalifornii i... zainwestować wygraną. Znał się tylko na samochodach, więc zainwestował w biznes motoryzacyjny. Niestety nie miał szczęścia, w dodatku miał gołębie serce i dał się wkręcić kilku cwaniakom. Po 4 latach jego firma upadła, a po milionie zostały wspomnienia.

 

 

       Może gdyby Ken wygrał drugi raz, miałby szansę na uratowanie firmy, ale druga szansa nie zawsze otwiera oczy. Przekonała się o tym Evelyn Adams, która pierwszy raz wygrała w 1985 roku. Niemal całą wygraną wydała w kasynach. Marzyła o ponownej wygranej i... rok później jej się udało. Wygrała ponownie i znów wydała wszystko na ruletkę, automaty i inne takie. Dziś żyje w przyczepie kempingowej. Trzeci raz już nie wygrała, na szczęście.

 

 

       Znacznie mniej szczęścia miał jednak Jeffrey Dampier, który wygrał na loterii aż 20 milionów dolarów. Nie chciał ich wydać w samotności, szczerze się cieszył i chciał, żeby inni cieszyli się z nim. Obdarowywał bliskich prezentami, czasem zabierał na wycieczki. Po prostu szczerze dzielił się z innymi. Niestety jego szwagierka chciała więcej. Wspólnie z chłopakiem porwała Jeffreya i po opróżnieniu jego konta, strzeliła mu w tył głowy. Sprawiedliwości stało się za dość - oboje mordercy dostali dożywocie, ale Jeffreyowi życia to nie wróci.

 

I co? Nadal myślicie, że wygrana na loterii to uśmiech losu? Jesteście pewni, że nie dalibyście się ponieść szaleństwu wydawania? A może ktoś zaoferowałby Wam niezły biznes? Umielibyście rozkręcić własny? Jesteście pewni, że nie ma wokół Was kogoś, kto zachowałby się jak szwagierka Jeffreya Dampiera?

 

 Cóż, chyba jednak wolę 8 godzin dziennie siedzieć w pracy i żyć normalnie ;)

Polecam:


Mieszkanka